Czym jest państwo wirtualne?

W ramach wstępnego wykładu spróbujemy zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie postawione w temacie. Jedynie „zbliżyć się” – nie stawiam nam tutaj ambitniejszego celu. Państwa wirtualne w takim kształcie, w jakim funkcjonują w polskiej Sieci (Sieci polskojęzycznej), są fenomenem niezwykłym i wymykającym się jasnej definicji. Czy są grą, szczególnym rodzajem portalu społecznościowego, „symulacją państwa”? Wydaje się, że żadnym z powyższych. To jednak coś więcej.

 

Mogłoby się wydawać, że nam, zanurzonym w mikroświecie (co dotyczy i autora i, wolno mi tak przypuszczać, czytelników), zdefiniowanie państwa wirtualnego nie powinno sprawiać trudności. Wydaje się jednak, że jesteśmy po prostu podatni na ułudę, że rzeczy doskonale znane z codziennej praktyki są przez to tylko łatwe do zrozumienia w swej
istocie. Jak zdefiniować v-państwo, jak je opisać? Najłatwiejszym sposobem byłoby zapewne wykazanie podobieństw do serwisów internetowych i stwierdzenie, że jest to np. szczególnego rodzaju gra przeglądarkowa albo swoisty serwis społecznościowy.
Wyczuwamy chyba jednak fałsz w tych stwierdzeniach. Państwo wirtualne nie jest grą przeglądarkową – z Ogame czy Tibią więcej je dzieli niż łączy, podobnie jak nie jest kuzynem MySpace i Facebooka. Więc czym jest? Zdaje się, że nikt dotąd nie zdołał w sposób satysfakcjonujący uchwycić natury państwa wirtualnego.

 

W 2002 roku, a więc już dziewięć lat temu, próbował się z tym zmierzyć Łukasz Ilja Pietraczuk, w tekście „Co to znaczy państwo wirtualne?” (Wyd. PLEGOLAL, 2002):

Na początek zastanówmy się, od kiedy internetowy twór nazwać możemy państwem wirtualnym. Czy wystarczy, bym zamieścił w Sieci stronę www z niezdarnie wykonaną flagą oraz formularzem imigracyjnym, by można było
 nazwać mnie władcą wirtalnego księstewka? (…) Warunkiem (…) jest istnienie możliwości dokonywania wirtualnych transakcji kupna/sprzedaży pomiędzy członkami danej społeczności oraz ogłoszenie się przez tą właśnie grupę wirtualnym państwem.



Pietraczuk nazwał to „ekonomicznym warunkiem istnienia państwa wirtualnego”, choć w istocie, jak wynika z powyższego, chodzi tu o dwa warunki – ekonomiczny i wolitywny. Pietraczuk dodał również, że organizacja nie spełniająca warunku pierwszego może uważać się za państwo wirtualne po uznaniu przez państwo ten warunek spełniające (dodatkowy warunek dyplomatyczny).
Trudno jednak chyba uznawać „możliwość dokonywania transakcji kupna/sprzedaży” za podstawową dla istnienia v-państwa. W Dreamlandzie już od wielu lat próżno mówić o jakiejkolwiek gospodarce, nie jest to jednak wystarczająco dobry powód, by odmawiać mu prawa do nazywania się państwem wirtualnym. Wprawdzie, rygorystycznie podchodząc do definicji warunku ekonomicznego Ł. Pietraczuka, chodzi tu o samo „istnienie możliwości dokonywania transakcji”, ale już nawet intuicja podpowiada, że w praktyce trudno połączyć samo istnienie waluty i systemu bankowego z jakimś poziomem cywilizacyjnym, czy szerzej – w ogóle istotą państwa wirtualnego. Próba Pietraczuka pozostaje zatem chybiona.

 

Zdefiniowanie państwa wirtualnego jest zadaniem trudnym. Nie możemy raczej posłużyć się definicją klasyczną (podanie równoważnika terminu nieznanego w terminach znanych), w której definiendum (termin nieznany) równa się definiensowi (terminom znanym). Tego typu analityczne, rygorystyczne podejście spowodowałoby wystarczająco dużo trudności, których wolelibyśmy uniknąć. Wystarczyć nam tu musi definicja nominalna projektująca (dla naszych rozważań przyjmijmy, że…).
Każde państwo wirtualne jest organizacją 1) uważającą się za państwo wirtualne (warunek wolitywny) o charakterze 2) dobrowolnym i cechującą się 3) otwartością. Każde jest w istocie rzeczy mniej lub bardziej złożoną 4) strukturą komunikacyjną – obywatele prowadzą komunikację, skoro, przede wszystkim, to właśnie w tej formie możliwe jest realizowanie jakiejkolwiek indywidualnej strategii życiowej, a w szerszym rozumieniu możliwe staje się także samo państwo. Musimy „państwo powiedzieć”, zakomunikować drugiemu, żeby dopiero stało się rzeczywistością. Pierwszy wniosek z powyższego stanowi, że jest to wobec tego organizacja 5) uzgodniona w drodze dyskursu prowadzonego publicznie przez obywateli. Drugi wniosek zaś, i zarazem kolejna cecha mikronacji, opiera się na spostrzeżeniu, że państwo wirtualne to również organizacja, w której władza sprawowana jest 6) deliberatywnie.

Powyższe wystarcza nam w zupełności do tego, by określić, co będziemy rozumieć pod pojęciem „państwa wirtualne” czy też „mikronacje” na Wydziale Teorii Nowego Świata. Zakres pozostaje wprawdzie dość szeroki, ale warto zwrócić uwagę, że usuwamy poza nawias np. organizacje złożone np. wyłącznie ze znajomych ze szkoły, zamknięte dla innych chętnych, choćby nawet same uznawały się za państwa wirtualne. Możemy również od razu podkreślić, że nie uważamy istnienie gospodarki za element definicji. Można wyobrazić sobie państwa wirtualne nie posiadające nawet szczątkowej gospodarki (np. waluty), ale trudno wyobrazić sobie takie, które nie są np. dobrowolne w zakresie członkostwa.

 

Poszczególne elementy definicji będziemy omawiać szerzej w kolejnych wykładach.

prof. E.A. Krieg

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *